Anlaf

pustelnik prześladowany przez Głos w Snach

Description:

Karta postaci

Kopia dla MP

Personality: I am utterly serene, even in the face of disaster.

Personality: I connect everything that happens to me to a grand, cosmic plan.

Ideal: Inquiry and curiosity are the pillars of progress.

Bond: Katon to pierwszy członek załogi, którego poznałem. Obaj mamy w sobie żyłkę poszukiwacza, często jest jedyną osobą, która podziela moje zdanie.

Bond: Wraz z moim bratem obiecaliśmy sobie, że pewnego dnia pomścimy naszych bliskich pokonując bestię, która zniszczyła naszą wioskę.

Bond: Jak Oscar dowiezział się, żeezdem druidem to chciał rzucić mi zię do gardła, ale zczazem brze… przeg… przekonaliśmy się do ziebie i tworzymy dzizziaj zgrany zespół. Hik! Zdrowie Ozzkarr!

Bond: Kilgore jest dość nerwowy nawet jak na minotaura. Raz po małej libacji wpadliśmy z Oscarem na pomysł, by przywiązać mu kwiat opuncji do rogu kiedy spał. Czternaście godzin biegał za mną z toporem. Dobrze, że miałem wtedy zaklęcia leczące.

Bond: Rahnulf to świetny towarzysz, a Shillen dobrze się z nim obchodzi. Ktoś kto dobrze traktuje zwierzęta nie może być zły. Chociaż drowka czasem krzywi się kiedy za bardzo spoufalam się z wilkiem.

Flaw: Now that I’ve returned to the world, I enjoy its delights a little too much.

Bio:

Anlaf spędził dzieciństwo w małej osadzie nad Rzeką Panujących. Jego rodzice prowadzili winnicę i zaopatrywali w trunki wiele oberż w Tarsh. Uważali, że to dzięki łasce Dionizosa prosperują tak dobrze. Kiedy pod opieką starszego brata Dionisa pierwszy raz miał wyruszyć z ładunkiem stało się coś czego nikt nie był w stanie przewidzieć ani uniknąć. Wyjechali przed świtem, a gdy oddalili się od osady zaledwie pół mili zobaczyli na niebie dziwny- gadzi kształt. W mgnieniu oka osada przestała istnieć- pozostały jedynie spalone kwasem szczątki chat, resztki ciał ludzi i zwierząt. W szoku i rozpaczy nie zdawali sobie sprawy, że nie byli jedynymi żywymi świadkami tej tragedii. Anlaf wraz z bratem zdecydowali się szukać schronienia w Tarsh. Szybko odnalazła ich jednak tropicielka, która również widziała rzeź. Przedstawiła się jako Variel i zaoferowała im pomoc. W trójkę dotarli do miasta, a potem dalej na południe aż do enklawy druidów- w połowie drogi do Greenswabs. Tam bracia rozdzielili się. Dionis wyruszył z tropicielką, a Anlaf zdecydował się pozostać wśród druidów. Obiecali sobie jednak, że pewnego dnia ich drogi zejdą się by wspólnie stawić czoła temu, który pozbawił ich rodziny i bliskich.

Dla Anlafa, który okazał się być pojętnym uczniem lata w enklawie mijały niemal beztrosko. Do czasu, aż nie zaczął kwestionować niektórych zasad i przekonań starszych druidów. Coraz częściej wykorzystywał okazje by podróżować do Tarsh i Greenswabs, co było na rękę zarówno jemu jak i tym, którzy nie podzielali jego podejścia do natury. Młody druid stał się częstym bywalcem karczm i tawern. Zapach wina tak bardzo przecież przypominał mu o rodzinnym domu. Dobra zabawa miała jednak swoją cenę, a Anlaf nigdy nie śmierdział groszem. Długi rosły z każdą nocą.

Przypadek lub przeznaczenie sprawiło, że gdy w jednej z tawern Greenswabs sprawy przybrały dla druida bardzo nieprzyjemny obrót przebywał tam akurat Katon. Szybko wyczuł okazję i za niewielką cenę jaką było wykupienie długu zwerbował go na pokład Królowej Hebanowego Wybrzeża. Anlaf z nawiązką odpracował dług. Bellit znalazła jednak użytek z jego druidycznych zdolności i po pewnym czasie zaproponowała udział w łupach.

Osobowość

Personality: I am utterly serene, even in the face of disaster.

Personality: I connect everything that happens to me to a grand, cosmic plan.

Ideal: Inquiry and curiosity are the pillars of progress.

Bond: Katon to pierwszy członek załogi, którego poznałem. Obaj mamy w sobie żyłkę poszukiwacza, często jest jedyną osobą, która podziela moje zdanie.

Bond: Wraz z moim bratem obiecaliśmy sobie, że pewnego dnia pomścimy naszych bliskich pokonując bestię, która zniszczyła naszą wioskę.

Bond: Jak Oscar dowiezział się, żeezdem druidem to chciał rzucić mi zię do gardła, ale zczazem brze… przeg… przekonaliśmy się do ziebie i tworzymy dzizziaj zgrany zespół. Hik! Zdrowie Ozzkarr!

Bond: Kilgore jest dość nerwowy nawet jak na minotaura. Raz po małej libacji wpadliśmy z Oscarem na pomysł, by przywiązać mu kwiat opuncji do rogu kiedy spał. Czternaście godzin biegał za mną z toporem. Dobrze, że miałem wtedy zaklęcia leczące.

Flaw: Now that I’ve returned to the world, I enjoy its delights a little too much.

Anlaf

[D&D 5 & ACKS] Wieczni Wojownicy clutterbane_1 clutterbane_1